czwartek, 3 listopada 2016

Porwanie w nieznane

Dziś o porwaniu. Może nie w dosłownym tego słowa znaczeniu, ale o wyjeździe z dwójką maluchów w nieznane. Ktoś fajny z mojej rodziny zaprosił mnie na wyjazd w bliżej nieokreślonym kierunku. Wiedziałam tylko, że mam zabrać polary, kurtki i kalosze dla siebie i dla mojego trzylatka (bo nie dla półroczniaczka przecież). Jedzie więc z nami wózek, niezbędny w drodze zapas mleka i kaszki, cała biblioteka dla starszaka, by się nie nudził w aucie oraz nieodłączny aparat fotograficzny. Resztę w razie czego dokupimy na miejscu. Potem się okaże, że niekoniecznie o tej porze roku. Fajna sprawa, tak pojechać nie wiedząc dokąd. Wsiadasz do auta i śledzisz dokładnie drogowskazy, by poznać chociaż kierunek geograficzny, w jakim zmierzacie. Północ. Aha, czyli ...może morze? Zgadza się. Byliśmy w Jarosławcu. 


Jako osoba, która pierwszy raz nad polskim morzem była w wieku lat dwunastu z rodzicami (preferowaliśmy od zawsze góry) bardzo się ucieszyłam mając możliwość zobaczenia naszego Bałtyku poza sezonem. Cisza, spokój, tylko szum fal i krzyki mew oraz innego ptactwa polującego na resztki ryb w pobliskiej przystani rybackiej. Pusto. 


Miasto sprawia wrażenie wymarłego. Bankomaty nieczynne. W sklepach nie uświadczysz słoiczka z deserkiem dla maluszka, "bo poza sezonem". Pozamykane sklepy z durnostojkami, stragany milczące i zapomniane, sklepy z kebabami, frytkami, lodami i smażoną rybką tudzież "kosmicznymi ziemniaczkami" pławią się we wszechobecnej sennej atmosferze. Automaty na monety opuszczone, smutno porzucone. Cieszą się tylko względami mojego Jasia, który musi usiąść w każdym napotkanym po drodze wozie strażackim, karocy tudzież na koniku. Na szczęście mój synek jest samowystarczalny i nie musi mieć wrzucanych monet, samo siedzenie w aucie czy czołgu wystarcza w zupełności. Nota bene: dojście do morza w sezonie z trzylatkiem musi trwać przy takich pokusach napotykanych co krok po drodze na plażę co najmniej dwa dni ...


Spotykamy zaledwie kilku sprzedawców souvenirów, zaspanych i jakby nieobecnych (sprzedawcy są zaspani, choć souveniry chyba również, skoro nikt ich nie maca, nie ogląda, nie kupuje). Stagnacja. Widoki za to wspaniałe. Plaże puste i wreszcie odsłaniające swoje piękno, a nie spędy rodzinek okupujące grajdołek przy grajdołku, tłoczące się wysmarowane olejkami ciała, kolorowy ręcznik przy ręczniku i rozrzucone na piasku dmuchane gadżety do pływania. Spacerujemy wzdłuż brzegu, półroczniaczek śpi, a potem kontempluje mewy. Zbieramy co ciekawsze kamyki (niektórzy mali chłopcy z upodobaniem je wrzucają do wody lub wyzywają na pojedynek szalejące fale - z różnym skutkiem, nawet kosztem zamoczenia całych spodni). Wdychamy zbawienny jod i napawamy się morzem tylko dla nas, a nie dla mas, jak to ma miejsce latem.


Sceneria momentami jak u Stephena Kinga, Edgara Allana Poe lub podobnych im pisarzy. Lekka mgła. Aura tajemniczości. Choć słońce też się zdarzyło. Wszystkiego mieliśmy po trochu. Najważniejsza była z nami - cisza. Polecam i Wam morze po sezonie. Chyba, że zależy Wam na kramach z plastikowymi latarniami morskimi, bursztynem do zalewania, magnesami na lodówkę w nie wiadomo ilu wzorach do wyboru i na gofrach tudzież wspomnianych wcześniej kosmicznych ziemniaczkach. Albo na tatuażu z henny w motyw piracki. 



Jednak dla samego morza warto zrezygnować z tej pstrokacizny uderzającej po oczach. Wtedy nic nie odciąga naszej uwagi od wspaniałej tafli wody sięgającej po horyzont. Bo morze może ... może pokazać siebie w całej krasie najbardziej po, a nie w sezonie. Polecam. Zwłaszcza z dziećmi. Wydacie mniej pieniędzy, czyha znikoma ilość pokus, a i jodu wtedy jest więcej.

Dziękuję Pomysłodawcom, Inicjatorom i Sponsorom wyjazdu za wspaniałe chwile. 

8 komentarzy:

  1. Super podróż! Aż się chce wsiąść do pociągu byle jakiego!
    PS. Jaś ma super plecaczek!!! Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo lubię ten plecaczek Jasia, prezent z okazji Dnia Dziecka ze żłobka. A co do podróży - co jakiś czas człowiek musi zmienić otoczenie, inaczej się udusi :-) Z podróży wraca się z nową energią :-)

      Usuń
  2. Rzeczywiście ogromny spokój bije z Twoich zdjęć. Jaki widać morze nie jedno ma imię ...marzy mi się taka zimowa wycieczka...szkoda tylko że tak daleko mamy nad Bałtyk.
    Dla najmłodszych Wczasowiczów to zapewne było przeżycie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kamilo, my ze stolicy jechaliśmy jak najdłużej autostradą, by było bezpieczenie i płynnie, licznik pokazał nam po przyjeździe do celu 622 kilometry od domu... Ale dla tej ciszy i spokoju warto było. A dzieci potrafią zaskoczyć-moi zdali egzamin z dalekiej podróży i długiego unieruchomienia w fotelikach samochodowych celująco :-)

      Usuń
  3. Jakie piękne zdjęcia! Tęsknię za morzem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. A ja tęsknię za górami, w których byłam ostatnio, wstyd przyznać, kilka lat temu ...

      Usuń
    2. Extra! Uwielbiam nasze morze poza sezonem, bez tłumów, parawaningu i miliarda kiczowatych pierdół dla dzieci, które zanim dotrą na plażę zaliczają atak oczopląsu ;)

      Usuń