poniedziałek, 31 października 2016

Niezaplanowany spacer

Zrobiłam sobie krótki niezaplanowany spacer. Żałuję, że odbył się on bez aparatu. Mieliśmy jeszcze z moim sześciomiesięczniaczkiem chwilę do otwarcia kancelarii parafialnej, by dopełnić tam ostatnich formalności w sprawie jego Chrztu i nogi same jakoś tak poniosły na nostalgiczne zwiedzanie przykościelnego cmentarza. Piękne słońce, spadające z drzew liście i refleksja. A z naszą refleksyjnością tak już jakoś jest, że rośnie ona wprost proporcjonalnie do naszego wieku. Również refleksyjność nad śmiercią, nad przemijaniem, nad tymi, którzy odeszli. Tamtego dnia cmentarz skąpany był w ciszy, pusty, a jednak pełen głosów. Głosów wszystkich tych, którzy tam spoczęli. Niektórzy ponad wiek temu.

Szłam między nagrobkami i zastanawiałam się... Dlaczego mówi się "milczeć jak grób"? Przecież groby szepczą, wzdychają, mówią, niekiedy wręcz krzyczą ... jeśli tylko ich posłuchamy. Zdają się krzyczeć odę do życia. Zmarli zdają się mówić do przechodnia: "My też kiedyś śmialiśmy się, cierpieliśmy, kochaliśmy, stąpaliśmy po tej ziemi tak samo jak Ty. Żyj i nie zmarnuj życia!".



Lubię cmentarze. Lubię patrzeć na nagrobki. Na figury nostalgicznych, zadumanych kamiennych aniołów. Na zdjęcia osób, których już dawno nie ma. Na litery wyryte w kamieniu. Wyobrażam sobie, jacy byli ci ludzie. Jak im mijały dni. Kim byli. Co robili. O czym marzyli. Czytam napisy: "Żył lat 98". Albo "Żył 11 (nie, nie lat) - dni". Choćby maleńki Henio... Albo Krzyś, któremu dane było być na tym świecie całe dwa dni ... Wzrusza mnie widok maleńkich nagrobków.

Zatrzymuję się przy grobach zupełnie obcych mi ludzi. Przy grobach dawno zapomnianych i przez nikogo nie odwiedzanych. Zatrzymuję się i rozmyślam...

Cieszmy się życiem.

"Pamiętaj, przechodniu. Byłem, kim jesteś. Jestem, kim będziesz. Przygotuj się, aby pójść w moje ślady".



piątek, 28 października 2016

Dyniowo i Halloweenowo

Październik to miesiąc obfitujący w dynie. Pękate i pomarańczowe, małe, duże, na zupę, pudding lub ciasto, a także te niejadalne - kolorowe, nakrapiane, dekoracyjne spoglądają na nas z każdego bazarku czy osiedlowego warzywniaka. Dynie-zabawki, dynie-lizaki, dynie-żelki. Wreszcie dynie-lampiony, które wycinamy w naszych domach i wkładamy do środka świece, aby stworzyć sobie Halloweenowy klimat. I choć zdania o Halloween są podzielone, z pewnością sprawia ono, że robi się klimatycznie.


Mieliśmy wybrać się na farmę dyń - do Dyniolandu w Wieliszewie. Z różnych przyczyn nam się to nie udało. Wystarczy jednak wyjść niedaleko domu, by trafić na lokalne "Festiwale dyń". Dużo radości dla najmłodszych. Można zobaczyć dynie-giganty, dynie wycięte w ozdobne wzory i śmieszne buzie. Dynie wesołe, straszące, złe czy zdziwione. Fajna zabawa we wspólne wycinanie buzi dyni z dziećmi. 

Nam udało się trafić na Festiwal dyni w Wilanowie, ale jak dobrze poszukacie, z pewnością znajdziecie podobne wydarzenie w Waszej okolicy. A jeśli nie, jaki jest problem kupić pomarańczową kulę i pobawić się w rzeźbiarza we własnych czterech kątach?


Piękne są te dynie, prawda? A jeśli już o dyniach mowa ... Wiecie skąd się wzięło Halloween? Utożsamiane z Ameryką, wcale nie przywędrowało ze Stanów, a przynajmniej nie od razu. Halloween wywodzi się z celtyckich obrzędów zwanych Samhain - ku czci bóstwa-demona śmierci i ciemności o takiej nazwie. 

Celtowie to lud, który zamieszkiwał tereny obecnej Irlandii, Szkocji, Walii i północnej Francji. Złe duchy odganiali druidzi - kapłani pełniący funkcję księdza, lekarza, sędziego i maga. Składali oni demonowi ofiary w postaci jedzenia i odprawiali czary, by przepędzić zbłąkane dusze. 

31 października Celtowie obchodzili święto zmarłych - żegnali lato, witali zimę. Wierzyli, że tego dnia zaciera się granica między światem żywych a zaświatami, duchy zaś za przyzwoleniem Samhain przychodzą do świata żyjących, zarówno te dobre, jak i te złe. Aby odstraszyć złe duchy przebierano się w dziwaczne maski i stroje. Hałasowano i palono ogniska, aby odgonić złe moce, a zmarłym pokazać światłem drogę do ich domu. Stroje strachów, duchów czy wampirów miały zmylić złe moce, które przebraną osobę traktowały jak swojego i zostawiały w spokoju. Na te obrzędy Celtowie przychodzili całymi rodzinami, przebrani z wydrążoną rzepą, do której wkładali zapaloną świecę. Światło w rzepie miało odstraszać demony, tułające się dusze.

Tradycja ta ewoluowała. W czasach średniowiecza już nie rzepy, a wydrążone świecące dynie stawiane na gankach miały odgonić złe duchy. Trick or treat - cukierek albo psikus - wywodzi się ze średniowiecza, kiedy to 31 października żebracy, a potem przebierańcy, zwłaszcza w Anglii, chodzili od domu do domu i w zamian za jedzenie lub kilka monet wstawiali się za zmarłymi modląc za ich zbawienie. W Stanach czy Australii dzieci do tej pory pukają do domów, by otrzymać łakocie. Jeśli nie dostaną żadnego cukierka, robią różne psoty. 

Wszystkie te tradycje sprowadzili do Ameryki Północnej w XIX wieku irlandzcy imigranci. Stąd 31 października na gankach w USA pojawiają się dynie, czarownice, kościotrupy, nietoperze i czarne koty. Nazwa Halloween oznacza zaś Wigilię Wszystkich Świętych - All Hallows' Eve, kiedy to ludzie modlili się za zmarłych w dzień poprzedzający Dzień Wszystkich Świętych - Święto Zmarłych.

Oswajamy strach, śmierć, nastrajamy się refleksyjnie. I choć samo święto Halloween to tylko zabawa, jego korzenie mają głębszy wymiar. Wymiar metafizyczny. Zwyczaje składające się na Halloween wywodzą się z kultu demonów i czarownic, z pogańskich wierzeń i krwawych obrzędów czarnej magii. Warto o tym pamiętać.

A w domu też mamy dynie (jeszcze nie te wydrążone). Myślę, że naprawdę uroczo dekorują wnętrza. 


Nawet najmłodsi mają dynię do zabawy.


"Duchy zjawy i upiory,
Diabły, strzygi, inne zmory,
Dzisiaj ze swych grobów wstają
i do Twoich drzwi pukają.
Jeśli nie chcesz ich się bać
Musisz im cukierka dać."

Udanego Halloween i dekorowania Wam życzę. To wielka frajda - zwłaszcza dla dzieci. A my, dorośli - spoglądając na wszechobecne dynie i strachy zatrzymajmy się na chwilę i poddajmy jesiennej refleksji nad przemijaniem.

poniedziałek, 24 października 2016

Jesienne z książką obcowanie

Jesień. Idealna pora, aby zaszyć się w ciepłym cichym kącie z książką i kubkiem gorącego napoju w dłoni. Z dzieckiem lub samemu wieczorową porą.


Dziś o kilku fajnych książkach.


Specjalnie nie zdradzam szczegółowo treści książek, nie o to chodzi. Chciałabym zainteresować samym zarysem.



"Pierwsza kawa o poranku" znanego włoskiego autora Diego Galdino. Otulająca aromatem jak filiżanka espresso. Przenosimy się do rzymskiego Zatybrza i pewnego baru oraz jego barwnych stałych bywalców wpadających na kawę. Miłość, poszukiwanie swojego miejsca i swojej drogi. Ciepła lektura na jesienne wieczory, gdzie tłem akcji jest piękny Rzym. Sugestywne opisy nadają klimatu i przenoszą do Wiecznego Miasta. Idealna książka na tę porę roku. Lekka i z klimatem. Muszę nabyć wersję w oryginale.


Drugą lekturą jest "Legendarna miłość". O tym, jak szewc bez butów chodził, czyli o moralności moralisty. Wątpliwej moralności. Nigdy już lektura "Małego Księcia" nie będzie taka sama, kiedy poznacie historię burzliwej, namiętnej miłości Saint Exupery'ego i jego Consuelo. Spojrzycie inaczej na Małego Księcia i jego różę, dowiecie się, kim naprawdę byli, jakie emocje nimi targały. Inaczej spojrzycie na " Nocny lot" czy "Ziemię, planetę ludzi". 



Dowiecie się, jak trudnym człowiekiem był Saint Exupery. Ile miał za uszami. Uciekał i wracał. Uciekał w pisanie, uciekał do innych kobiet, uciekał samolotem w niebezpieczne loty. Wracał i znowu uciekał. A Consuelo czekała, cierpiała, kochała swojego Tonio i ... również zdradzała. Historia wielkiej miłości i nieszczęśliwego małżeństwa. Małżeństwa, które kochało siebie nawzajem i niszczyło. Było miotane namiętnościami. Ofiary ciągłej szarpaniny : Consuelo chudła, cierpiała na depresję i była kilkakrotnie pacjentką szpitala psychiatrycznego. Miłość do Tonia spalała ją i unicestwiała wciąż na nowo. Sam Exupery był mężczyzną o uczuciowości wiecznego dziecka, kapryśnym i niestałym. Zagubionym. Egoistycznym. Pławiącym się w swoich sukcesach i w uwielbieniu kobiet.


Książka o tym, jacy są często artyści. Pogmatwani i zagubieni. Raniący siebie samych i raniący ludzi wokół. Studium człowieka, który miał trudny charakter, a pisał wspaniałe książki. "Małego Księcia" napisał tuż przed swoją śmiercią. "Legendarna miłość" pełna jest starych notatek, szkiców, pamiątek, akwarel, rysunków, listów, które przeleżały w pewnej skrzyni 60 lat, zanim zostały odkryte. 

Wspaniałe czasy miedzywojnia, opowieść o życiu lotnika i ogrodnika duszy, wrażliwego olbrzyma, który ledwo mieścił się w kabinie pilota, a tam w górze, w chmurach, uciekał od przyziemności życia na dole, z którym sobie nie radził. Saint Exupery nigdy nie kochał żony mocniej, niż będąc daleko od niej. "Dziękuję, że trzymałaś się mnie jak mały, bardzo uparty krab" - powie krótko przed swoją śmiercią, zestrzelony gdzieś niedaleko Marsylii. Ciekawostka - wrak samolotu Saint Exupery'ego wyłowiono dopiero w 2000 roku. A okoliczności jego śmierci nadal są nie końca jasne.



Zmieniamy nieco klimat: "Klub filmowy Meryl Streep". Ciepła, wzruszająca historia kilku kobiet. Tłem książki jest tytułowy klub filmowy - filmy z Meryl Streep - choćby Co się wydarzyło w Madison County, Julie i Julia czy Pożegnanie z Afryką. Są one dla bohaterek punktem wyjścia do rozmów o życiu, o tym, co ważne i ważniejsze. Inspiracją jest sama Meryl Streep, a raczej grane przez nią postacie. Wspaniała lektura z gatunku obyczajowych. Aż chce się ponownie obejrzeć wspominane w książce filmy z Meryl, co z wielką przyjemnością niebawem uczynię. Obejrzę i przeanalizuję raz jeszcze zachowania, postawy, decyzje bohaterów. Miska popcornu i mnóstwo chusteczek - idealne nie tylko przy oglądaniu filmów z Meryl, ale również przy czytaniu tej książki, jak ją - według mnie słusznie - charakteryzuje Publishers Weekly.


Odkąd jestem mamą, moja (nasza) biblioteka powiększa się co jakiś czas o książki dla najmłodszych. Wyciągam z piwnicy te z mojego dzieciństwa, z ilustracjami Szancera i wydawnictwa Naszej Księgarni sprzed wielu lat. Zachwycam się również książkami obecnie wydawanymi dla dzieci. Ponieważ jeszcze jesteśmy na etapie przemawiania obrazami, a mniej słowem czytanym, furorę robią u nas książki ilustrowane-obrazkowe typu znana już wszystkim Ulica Czereśniowa.

Moje najnowsze odkrycie to "Rok w przedszkolu" z rysunkami Przemysława Liputa wydawnictwa Nasza Księgarnia.


Idealne dla świeżo upieczonych przedszkolaków jak mój synek. Książeczka przedstawia najważniejsze wydarzenia z życia przedszkola, takie jak pasowanie na przedszkolaka, Halloween, wspólne ubieranie choinki, Dzień Babci, Dziadka, bal Karnawałowy czy Witanie Wiosny i topienie Marzanny.

Jest to idealna pozycja dla maluchów, stwarzająca możliwość opowiadania o tym, co tu i teraz-zgodnie z porą roku, pogodą i przypadającymi akurat świętami. Z tej serii można nabyć też inne książki - Rok w lesie czy Rok w mieście z ilustracjami innych autorów. Książeczki świetnie uczą, bawią, rozwijają umiejętność opowiadania tego, co dziecko widzi, ćwiczą spostrzegawczość (bawimy się w "znajdź mi ..." - choćby znajdź mi pieska, kotka i ... mikroskopijnego pająka, które mieszkają w przedszkolu i chowają się na każdym rysunku). Przedstawiane na rysunkach czynności, zabawy i święta pomagają dziecku zrozumieć codzienne funkcjonowanie w przedszkolu.


Na rysunkach znajdziemy choćby chłopczyka na wózku inwalidzkim czy dziewczynkę o innym kolorze skóry - idealny wstęp do rozmów o inności ludzi wokół nas. Książeczkę można opowiadać przez pryzmat przypadających świąt, przez pryzmat zmieniających się pór roku, codziennych aktywności przedszkolaków, przez pryzmat poszczególnych bohaterów (na początku książeczki jest rozkładówka ze wszystkimi bohaterami - każdy został krótko opisany z imienia i przedstawiony). Myślę, że książka będzie rosła razem z dzieckiem i czteroletni maluch zauważy już inne rzeczy, powiązania czy szczegóły niż trzylatek dopiero co świeżo pasowany na przedszkolaka.


"Rok w przedszkolu" polecam Wam z czystym sumieniem jako wspaniały prezent dla Waszych dzieci lub dla innych maluchów, które aktualnie oswajają się z tematem lub są już stałymi wyjadaczami przedszkola.


Miłego czytania bądź oglądania. Książki dla dzieci są przyjemnością również dla mnie, czego i Wam życzę. 

A cokolwiek czytacie - kryminały, biografie, romanse czy literaturę przygodowo-obyczajową, pomyślcie: jakie to szczęście, że żyjemy w świecie, w którym mamy książki... 

Jesienne z książką obcowanie jest tym, co sprawia, że idealnie możemy oswajać jesień. Każdego wieczora na nowo, wraz z kolejną przewracaną stroną.