środa, 28 lutego 2018

Włoska migawka - 18

Triscele - trójnoga postać - symbol Sycylii. Symbol używany jeszcze w zamierzchłych czasach, bo ponad 2500 lat temu. Odkryty na terenach dzisiejszej Irlandii, wiązany z kulturą Celtów. Różne są interpretacje tego znaku - przyjmuje się, że symbolizuje świat żywych, umarłych i świat ducha. Triskelion mógłby również symbolizować upływ czasu - przeszłość, teraźniejszość i przyszłość (dzieciństwo, młodość i starość). Interpretacji jest więcej: trzy elementy żywiołów - wody, ognia i ziemi; wschód słońca, zenit i zachód; symbol ruchu i życia zataczającego koło). Triscele - tak wszechobecny jest nieodłącznym obrazkiem Sycylii - spotkamy go na ceramice, breloczkach, pocztówkach czy właśnie fasadach domów. Następnym razem muszę popytać Sycylijczyków, co według nich symbolizuje Triscele - z pewnością zdradziliby wiele innych ciekawych interpretacji tego symbolu.


niedziela, 4 lutego 2018

Włoska książka - 7


Obecna pora roku chyba jak żadna inna sprzyja pochłanianiu książek. Właśnie przeczytałam kolejną, a że nie miałam wcześniej okazji przeczytać nic z pogranicza horroru / thrillera / kryminału / powieści psychologiczno-obyczajowej pióra Włocha, zrobiłam to teraz bez wahania.




"Istota zła" (La sostanza del male) to bardzo według mnie udany debiut pióra Luca D'Andrei. Sam autor uważa siebie bardziej za czytelnika niż pisarza. Absolwent Germanistyki. Uczy języka włoskiego w Bolzano. Autor cieszącej się popularnością trylogii fantasy dla młodzieży.

Jego powieść to mroczne studium ludzkiej duszy. To niepokojący obraz gór, które porażają swym pięknem, przyciągają i niszczą.

"Skrzypienie lodu. Szmer całego masywu skalnego, który poruszał się jak dwieście tysięcy lat temu... Zatonąłem w ciemności, która pochłonęła cały świat. Przemożona świadomość, że czas w lodowcu nie jest czasem dla człowieka. To czas inny, wrogi".


Bohater, Jeremiasz Salinger, filmowiec dokumentalista przeprowadza się wraz z żoną i córką do miejscowości Siebenhoch leżącej u podnóży włoskich Dolomitów. W miasteczku, skąd pochodzi jego żona i gdzie mieszka jego teść, chce zrealizować dokument o pracy ratowników górskich. Niestety podczas jednej z akcji ratunkowych, w której bierze udział, dochodzi do tragedii i wszyscy, oprócz Jeremiasza giną.

Obwiniający się i cierpiący na zespół stresu pourazowego mężczyzna szuka sobie zajęcia, które pomogłoby mu uporać się z przeżytą traumą. Pewnego dnia na wycieczce z córką do pobliskiego wąwozu Bletterbach przypadkowo słyszy rozmowę turystów z przewodniczką ośrodka turystycznego. Tematem ich rozmowy jest masakra w wąwozie, do jakiej doszło w kwietniu 1985 roku. Trójka młodych ludzi zginęła tam zamordowana bestialsko w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach. Jeremiasz postanawia rozwiązać tajemnicę sprzed lat, napotykając zmowę milczenia i wrogość ze strony lokalnej ludności - zgodnie z przekonaniem mieszkańców, że "Co się w górach wydarzyło, w górach pozostanie". 

Mieszkańcy Siebenhoch i okolic wierzą, że wąwóz jest miejscem przeklętym, opętanym przez diabelskie moce i siły tak stare jak ziemia. Dodajmy do tego ich ludowe wierzenia, jak choćby świeto Krampusa (obchodzone zresztą do tej pory w niektórych regionach Alp). Słowo "Krampen" znaczy "pazur" a Krampus był towarzyszem anty świętego Mikołaja karzącym niegrzeczne dzieci i pożerającym je. Dodajmy do tego wiarę w diabła i opowiadania miejscowych, że w wąwozie Bletterbach ginęli w dawnych czasach pasterze, drwale widywali dziwne światła, a  kobiety uznane za czarownice były wrzucane żywcem do jaskini, skąd nie było wyjścia. Sama nazwa miejscowości Siebenhoch pochodzi zresztą z języka niemieckiego i oznacza "siedem jaskiń".

Wąwóz skrywa tajemnicze ukryte głęboko pod ziemią labirynty i kopalnie. Nawet w najbardziej absurdalnej legendzie tkwi ziarno prawdy. Bohater zagłębia się więc w zagadkę i odkrywa, że zło czai się nie tylko w lodowcu, w nieokiełznanej przyrodzie, ale też w spokojnej na pozór miejscowości i ich mieszkańcach.

Klimat odrobinę jak w Twin Peaks. Dodajmy do tego zagęszczającą się duszną, klaustrofobiczną atmosferę i majestat gór. Wyczuwalną atmosferę zła, zagrożenia i czegoś pierwotnego - wrogiego i niszczycielskiego. Skamieliny będące świadkami czasu. Zmowę milczenia, dręczące mieszkańców demony i najciemniejsze zakamarki psychiki ludzkiej.


"Szaleństwo się nawarstwia, a potem wdziera się nienawiść i wyzwala żądzę krwi. To proces długi i zimny".

"Czy umarli zmartwychwstają? - wyszeptałem. - Książki twierdzą, że nie, noc krzyczy, że tak".

"Wyglądało na to, że Natura zawzięła się na nas. Widzisz, Jeremiaszu, góry zazwyczaj są...Góry nic sobie z ciebie nie robią. Nie są dla ciebie ani dobre, ani złe. Nie pasują do nich takie głupawe określenia. Dla gór jesteś niczym. Ale tamtego dnia wszyscy mieliśmy takie uczucie, że wąwóz chce nas wykończyć. Uraziliśmy czymś Bletterbach".

"Tam jest tak... Głupio o tym mówić, bo cały świat jest stary, ale tam ciąży ci to, że stary jest czas".

Więcej nie napiszę, bo szkoda byłoby zdradzać szczegóły. Myślę, że warto sięgnąć po ten tytuł, bo niepowtarzalnego klimatu i wielu ciekawych wątków książce odmówić z pewnością nie można. Zaskakujące zwroty akcji oraz karuzela emocji, pewien dyskomfort psychiczny i niespodziewane zakończenie gwarantowane.