poniedziałek, 28 listopada 2016

Wiszenie na trzepaku głową w dół

Do dzisiejszego wpisu zainspirował mnie mój hiperaktywny synek, który kilka dni temu uwiesił się półki jak małpka i poleciał z półką i wszystkim tym, co na niej stało. Po prostu ją wyrwał pod swoim ciężarem. Pomylił dom z placem zabaw. Ale nie o tym, a przynajmniej nie do końca o tym.

Trudno teraz o długie zabawy na powietrzu, bieganie, wspinanie się i zjeżdżanie na zjeżdżalniach. Pogoda coraz rzadziej sprzyja takim aktywnościom. Biedne pociechy nijak nie mogą spożytkować nadmiaru energii, a typy takie jak mój Jasio energia po prostu rozsadza. Chwilę zajmie się zdobieniem pierniczków czy rysowaniem, by po chwili biegać i posiedzieć maksymalnie trzy sekundy w jednym miejscu. Plus sąsiedzi. Ci, co nie mają dzieci, na pewno nie zrozumieją tupotu małych nóżek, a w blokach wiadomo - trzeba pamiętać o współlokatorach.

Dlatego doszłam do wniosku, że na spacery chodzić trzeba zawsze. Chyba, że mamy tornado lub nawałnicę. I trzeba chodzić na place zabaw nawet zimą, choć zdarza się czasami, że o tej porze roku jesteśmy jedynymi ich użytkownikami.

 
Dzieci muszą wspinać się, skakać, poszaleć i wyszaleć (to w ogóle możliwe?) Muszą zjeżdżać, podciągać się i brudzić. O każdej porze roku. Muszą, inaczej się uduszą. Niestety często spotykam rodziców, którzy swoje dzieci ograniczają: "Nie wchodź tam, bo spadniesz". "Nie idź tu, bo się pobrudzisz". "Ostrożnie, nie dasz rady". "Nie, tam nie możesz, bo to za wysoko". Zamiast wesprzeć, powiedzieć "Dasz radę, pomogę tobie" dzieci ciągle słyszą "nie". Obowiązuje więc zakaz brudzenia się, zakaz biegania na boso. Zakaz kąpieli lub chociaż zamoczenia stóp w jeziorze, bo przecież paniusia mamusia przyjechała do eleganckiego hotelu z aqua parkiem, a jezioro jest tylko tłem i dodatkiem do oglądania z daleka, a nie poznawania. Rosną słabe fizycznie dzieci. Nie wierzące w siebie i w swoje możliwości. Zabija się w nich radość eksplorowania, odkrywania. 

  
Dzieciom potrzebna jest woda, piasek, drabinki, przeszkody, wyzwania. Przyrządy, na których ćwiczą siłę rąk i równowagę. Place zabaw, gdzie mogą się pohuśtać i pokonywać kolejne etapy, poziomy. Dzieci muszą eksplorować świat, wierzyć w siebie.

A my... pobrudźmy się czasem, dajmy im zbić sobie kolano czy nabić siniaka. Dajmy im samym pobiegać, spróbować siebie. Zamiast patrzeć w telefon i bezmyślnie w niego pykać poobserwujmy nasze dzieci z pewnej odległości, albo jak same tego chcą - pobawmy się z nimi. Bądźmy offline. Bądźmy tu i teraz.

Nie bierzmy komórki albo ją schowajmy do kieszeni. Najlepiej bardzo, bardzo głęboko. Ilu na placach zabaw widzę rodziców wpatrzonych w telefony. W telefony, a nie w swoje dzieci. Albo drugi biegun - typ nadopiekuńczy, o którym wspomniałam - sami w dzieciństwie biegali z kluczem na szyi i ćwiczyli wiszenie na trzepaku głową w dół. Teraz dla odmiany nie pozwalają dzieciom na nic. Bo piasek mokry, bo brudno, bo za zimno, bo ubrudzą sobie markowe ubranka. Idą za dziećmi krok w krok. I chowają pod kloszem.


Zachęcajmy, wzmacniajmy dziecięcą wiarę w siebie. Dopingujmy i sami czasem przypomnijmy sobie po co dziecku jest plac zabaw. Mamy na zewnątrz minus piętnaście albo leje jak z cebra? Przy skrajnym załamaniu pogodowym są jeszcze sale zabaw pod dachem. Baseny z piłeczkami, zjeżdżalnie, małe ścianki wspinaczkowe i inne atrakcje dla małych tarzanów. Szczęśliwe dziecko to nie tylko brudne dziecko. To również aktywne dziecko. Takie, które ma możliwość spożytkowania swojej energii w ruchu.

Niech spróbuje, jak smakuje śnieg, poskacze, pobrudzi spodnie.


Temat mało świąteczny, ale właśnie o tej porze roku, kiedy pogoda sprzyja siedzeniu w domu przed telewizorem czy komputerem, zostawmy na chwilę wszystko i pójdźmy z dziećmi na spacer. By rosły zdrowo, były silne, aktywne i by nie wyrywały półki ze ściany. Albo właśnie żeby coś takiego potem zrobiły. Bo to znak, że są silne, sprawne i ciekawe świata, a to najważniejsze.


PS. Muszę sprostować: to nieprawda, że synek dłużej nie usiedzi w jednym miejscu. Dać mu tory, zwrotnice, semafory, szlabany i kolejkę - Jasia nie ma.

Wkrótce już tylko tematy świąteczne. Dekoracje, przygotowania, wnętrza i pomysły na angażowanie najmłodszych w świąteczną atmosferę.

Do przeczytania niebawem!

3 komentarze:

  1. Jakie to prawdziwe! Niestety telefon stał się trzecią ręką :( Owszem w wielu sytuacjach jest bardzo pomocny i niezbędny, ale na pewno nie podczas czasu spędzanego z dziećmi - chyba że do robienia zdjęć i kręcenia filmików. Mocny, dobry tekst!

    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam na zakupowy post :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Twoje opowieści Kochanie umilają mi powroty do domu w zatłoczonych autobusach ale co do urwanej półki muszę wykazać więcej wyrozumiałości od Ciebie.
    To ja będę ją naprawiał ...

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniałe stanowisko w sprawie! Nie ma nic gorszego niż ograniczanie dzieci, a jednocześnie za mała uwaga im poświęcana także nie jest dobra. Dobrze, że są mądre Matki, któe to rozumieją, tak trzymać! ;)

    OdpowiedzUsuń