Od kilku dni pełno wokół nas przeróżnie wydrążonych dyń, girland-duchów, ciastek w kształcie palców czarownicy (u mnie właśnie się pieką) czy dzieci sąsiadów pukających do drzwi i wołających "cukierek albo psikus" (a w domu ze słodyczy tylko miód, echhh). Jutro wybierzemy się na groby bliskich i zadumamy.
Pozostawiam Wam wiersz poety Zbigniewa Okonia z 1984 roku, który towarzyszy zwiedzającym kaplicę czaszek w Czermnej. Kaplicy zrobionej z wielu tysięcy kości - szczątków żółnierzy austriackich i pruskich.
Podobna kaplica znajduje się w Rzymie przy kościele Santa Maria della Concezione. Swoiste Memento mori, poszperajcie sami, gdyż nie posiadam własnych zdjęć - w takich miejscach aparat i strzelanie nim nie wydają mi się stosowne, ale w sieci można znaleźć wiele ujęć.
Zapalając znicz na jakimś dawno zapomnianym grobie oddam się podobnej jak rok temu zadumie.
![]() |
Czermna |
![]() |
Rzym |
Tymczasem zostawiam Was ze wspominanym wierszem.
"Niegdyś ten ciąg człowieczych masek
Zdobiły włosy , oczy , usta ...
Pomyśl , że także Twoja czaszka
Będzie jak tamte – całkiem pusta ...
I w Twoich wielkich oczodołach
Spocznie spokojność świętej ciszy,
Bogactwo , piękno , sława , słowa
Nie tu się już nie będzie liczyć...
W kaplicy Czaszek jest tysiące ,
I wszystkie jakoś patrzą w Ciebie
Żes jeszcze żywa , żes jeszcze w pląsach ,
Że ciągle nie chcesz im uwierzyć...
Że tylko czas Was jeszcze różni ,
Że świat jest wielkim niepokojem
Że każde życie jest podróżą ,
A tylko zmienia swoje stroje ... "
Kaplica jest przerażająca! Listopadowa zaduma...
OdpowiedzUsuń