środa, 14 września 2016

Wrzosy i dziecięcy świat


Wrzesień - miesiąc wrzosów. Polska nazwa miesiąca wzięła się pewnie od tych przepięknych kwiatów. Zasadziłam kilka na tarasie, by cieszyły oko. Skąd wziął się przesąd, że wrzos przynosi pecha? Choć chyba nie w każdej kulturze - Szkoci na przykład wierzą, że roślina ta przynosi szczęście. Zwłaszcza rzadsza, biała odmiana. Wrzos wykorzystywano jako roślinę leczniczą, o magicznych właściwościach. W celtyckich baśniach wrzosowiska zamieszkiwały elfy i inne nieziemskie postacie, a torfowiska porosłe fioletowymi połaciami tych kwiatów miały skrywać wrota do zaświatów. Co kraj, to inne wierzenia i zabobony. W każdym razie ja w te przesądy o nieszczęściu nie wierzę i z przyjemnością piję kawę na balkonie w fioletowym towarzystwie. 

Moje wrzosy przypominają mi już o jesieni, choć ostatnie dni kojarzyły się zdecydowanie bardziej z upalną Sycylią. Posadziłam wrzosy i sentymentalnie postanowiłam odkurzyć powieść Rodziewiczówny o tym samym tytule - napisaną w 1903 roku - czytanie jej to jak podróż w czasie, zwłaszcza, że mam w posiadaniu wydanie, które też już nie jest pierwszej młodości. Fajnie jest przenieść się troszkę w czasie i przeczytać coś napisanego tyle lat temu. Teraz pozostaje jeszcze w jakiś jesienny wieczór obejrzeć ekranizację powieści - film z 1938 roku z muzyką Szpilmana - seans w Starym Kinie jest czasem wskazany, a jesień temu sprzyja.


Wrzesień - świętowaliśmy trzecie urodzinki starszego synka. I ponownie złożyłam sobie obietnicę - będę spędzała z nim więcej czasu. Bo najczęściej słyszę od mojego Jasia - "Mamusiu, choć, baw się". I  zdecydowanie za często odpowiadam: "Zaraz, za chwilę. Poczekaj. Potem. Nie mogę, jestem zajęta." Złe odpowiedzi. Trzeba to zmienić. Suche pranie poczeka na złożenie, naczynia też mogą poleżeć dłużej w zlewie. A dzieciństwo przeleci ... Tak szybko mijają dni, miesiące, lata ... Co wieczór po raz nie-wiem-już-który opowiadam bajkę o dźwigu, wspinam się na wyżyny kreatywności wymyślając kolejne jego przygody (co tu można jeszcze opowiedzieć?) i myślę sobie - kiedyś będę to wspominać z tęsknotą, ten dziecięcy świat. Dlatego teraz nie mogę sobie pozwolić na narzekanie i mimo zmęczenia bajka na dobranoc musi być. Najlepiej taka z morałem. A po bajce o dźwigu jeszcze jako bonus coś o Jacusiu i Miłoszu. Jak dwaj przyjaciele łowili ryby lub czekali na Świętego Mikołaja, który cały czas patrzy i zawsze wszystko widzi :-)
Jesteśmy po przyjęciu urodzinowym wyprawianym z racji ilości gości trzy razy - był tort i dmuchanie świeczek - po kilka razy, bo to największa atrakcja - zdmuchiwać świeczki. Były prezenty - żółte autko-syrenka, klocki Duplo, książeczka, drewniane elementy do budowania torów, traktorek oraz zestawy "Mały lekarz" i "Bob Budowniczy".

Nasz wrzesień - słoneczny, upalny i spędzany po przedszkolu jak najwięcej na powietrzu, a jeśli w domu, to na zabawie drewnianymi kolejką, torami i oczywiście - dźwigiem.
A Wasz wrzesień?

2 komentarze:

  1. Za ten cudowny uśmiech proszę wyściskać Jasia i życzyć mu wielu cudownych chwil. Jeśli synek zafascynowany jest ,,dźwigiem,, i podobnymi maszynami, koniecznie zajrzyjcie do książeczki ,,Snów kolorowych placu budowy,, (pisałam o niej kiedyś na blogu. wydaje mi się że to będzie strzał w 10!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy wspomnianą książeczkę, Jaś ją uwielbia, a dowiedziałam się o niej właśnie dzięki Tobie :-)

      Usuń