wtorek, 11 października 2016

Otulanie



Wielu z nas narzeka na jesień. Jest coraz bardziej szaro, coraz chłodniej, pada, dni robią się coraz krótsze. Brakuje słońca, światła, ciepła, energii. A może spróbować obłaskawić tę porę roku? Zmienić spojrzenie i zauważyć pozytywy?

Mam na to sposób. A nawet kilka.

Kiedy przychodzi jesień, wyjmuję ciepłe miękkie koce. Wyciągam aromatyczne, pachnące świeczki. Z kubkiem gorącej herbaty lub kakao zaszywam się w cichym kącie (jak już zasną dzieci) i poświęcam czas dobrej książce. Obowiązkowo w grubych wełnianych skarpetach. Za to kocham jesień. Dosyć mam ogłupiających programów w telewizji. Dosyć telepapki i gadających głów. Książka i jesień to idealne zestawienie.


Spacerujemy, choć pogoda wymusza coraz częściej krótsze przebywanie na dworze. Czasem deszcz psuje nam szyki przerywając przechadzkę. Dom wydaje się wtedy jeszcze bardziej domowy, kiedy wracamy do niego zziębnięci i przemoknięci.


Jesień kocham za kolory. Za zapach palonych liści. Za pękate lśniące brązowe kasztany. Za lekko nostalgiczną, melancholijną nutę.

Za chwilę refleksji. Bo niedługo Wszystkich Świętych. Bo wraz z wyciszającą się powoli przyrodą ja też się wyciszam. I robię się refleksyjna. 


Mogę nacieszyć się domem, jego wygodą, jego wystrojem. Wreszcie mam na to czas, bo pogoda za oknem coraz gorsza. Zdarzają się jeszcze słoneczne dni, ale poprawy humoru coraz częściej szukam w filiżance dobrej kawy lub herbaty. Najlepiej takiej wzmocnionej odpowiednio amaretto lub sokiem malinowym.

Słońce z powodzeniem zastępują słoneczne słoneczniki. Słoneczniki kojarzą się z Toskanią. I cieszą. Podobnie, jak cieszą inne małe rzeczy. Czekolada z kardamonem lub chili. Miska popcornu i dobry film. Dekoracje na Halloween - czarne koty, nietoperze, wiedźmy i straszące duchy. Horrory. Ciasteczka "palce czarownicy" i dynie. A jak dynie to obowiązkowa zupa dyniowa z nutką cynamonu i gałki muszkatołowej. Znalazłam zdjęcie dyni sprzed kilku lat. Stała w maleńkim wynajmowanym mieszkanku i tworzyła nastrój.


Wkrótce wybieramy się na farmę dyniową, o czym na pewno napiszę.

Rzym, Toskania, Sycylia. Cieplej na sercu i duszy, jak o nich poczytam i pomyślę. I włożę jakieś inne zdjęcie do ramki. Ramki muszą żyć i trzeba im zmieniać zdjęcia. Dlaczego nie wraz ze zmianą pory roku i nastroju? 


Mój sposób na jesień: otulanie. Bo jesień jak żadna inna pora roku temu sprzyja. Otulaniu się czymś ciepłym, otulaniu się aromatem czegoś rozgrzewającego, otulaniem się światłem lampionów. Otulaniem najbliższych, by nie zmarzli. Otulaniem się dźwiękami muzyki. Kojącymi, uspokajającymi, przenoszącymi gdzieś daleko. Jak słuchane ostatnio przeze mnie płyty.


Jesień... Piękny, melancholijny czas zadumy i zatrzymania, spowolnienia. Zadumania, jakie maluje się na twarzach moich figurek Buddy. Jesienią wracam mentalnie do Indii, w których nigdy nie byłam. Wyciągam indyjskie obrusy. Częściej palę kadzidełka. Kamienne kominki z olejkami eterycznymi. Ciężkie orientalne nuty - zapachy drzewa sandałowego czy tradycyjny darshan idealnie komponują się z jesienną aurą.

Otulam się. Kojącą atmosferą domu. Pięknymi, cieszącymi oczy rzeczami wokół. Jesienią robi się jeszcze bardziej domowo. Przytulnie i swojsko.

Sposób na jesienną aurę: otulajcie się tym, co kochacie. Otulajcie tych, którzy są Wam bliscy. Otulajcie się i przytulajcie. Jesień jest piękna. To pora roku, która jak żadna inna budzi nieodpartą potrzebę otulania.

Też tak czujecie?

4 komentarze:

  1. Piękny, kolorowy i refleksyjny post napisałaś! Taką jesień jaką pokazałaś, jestem w stanie polubić! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi to czytać :-) Większym wyzwaniem jest listopad, ale wtedy zaczynamy żyć Świętami Bożego Narodzenia. Zawsze musi być jakieś światełko w tunelu, wtedy łatwiej przetrwać jesienne chanderki :-)

      Usuń