poniedziałek, 10 lipca 2017

Włoska książka - 3




Amadeo Letizia. Paola Zanuttini. "Urodzony w Casal di Principe". Ta książka nie jest dla każdego. To raczej pozycja z tych, po które sięgają osoby zainteresowane konkretnym tematem, pragnące zgłębić daną kwestię. Albo Italofile czytający wszystko, co tylko im wpadnie w ręce związanego z Italią. Nie tylko tą piękną, pocztówkową, kolorową i pełną dolce vita, ale też tą skorumpowaną, pełną afer, absurdów, krwawych porachunków, imigrantów, ton śmieci i nielegalnie zdeponowanych odpadów.

Tym razem tematem książki jest włoska mafia. A raczej życie napiętnowane jednym słowem: Casal di Principe. Casal di Principe to miejscowość w Kampanii, niepisana stolica przestępczości zorganizowanej. Jak to jest mieć wpisane w dowodzie jako miejsce urodzenia właśnie to miejsce? Miejsce demonizowane, naznaczone krwawymi porachunkami bossów, będące niczym plama na honorze Italii? Czy każdy mieszkaniec ma powiązania mafijne? Jak tam się żyje na co dzień? Jak się wyrwać z tego miejsca, zaklętego kręgu - jak nie pójść drogą sprzeczną z prawem? Na te pytania odpowiada autor, znany we Włoszech aktor, reżyser i producent filmowy. 

Nie jest to książka z fabułą, raczej subiektywne spojrzenie na słynne Casal di Principe, na młodość spędzoną właśnie tam. To historia bardzo osobista, opis drogi, jaką przebył autor, by wyrwać się z tego miejsca i spod jego czaru (a może swoistego fatum, przekleństwa). Opis własnych demonów idących za autorem na długo po opuszczeniu kolebki mafii. Opis maczyzmu mieszkańców - agresywnych z natury, zapalczywych, nieufnych, zaczepnych i zuchwałych. 

Amadeo Letizia stracił dwóch braci - jeden miał podejrzany wypadek samochodowy, drugi zaginął bez śladu - najprawdopodobniej został zlikwidowany przez mafię. Pobożna matka, despotyczny ojciec, szarpanie się między dobrem, a złem. Jedno wielkie rozdarcie. Nuda włoskiej prowincji, brak perspektyw i kusząca wizja szybkiej kryminalnej kariery wśród młodych gniewnych. Poszukiwania jakichkolwiek śladów zaginionego brata, niedopowiedzenia, strach, półcień, półprawdy, rozpacz wobec nieudolnie prowadzonego przez karabinierów śledztwa, szybko i w podejrzany sposób umorzonego.

Ciemna strona Italii, gdzie w pełnym słońcu dzieją się rzeczy mroczne.

Kilka fragmentów książki:

"W Casal di Principe nic nie jest niewinne. Nawet w dziecinnych zabawach robiliśmy sobie krzywdę". 

"Kamorystą człowiek się staje. W Casal di Principe się rodzi. I nie wymyślił tego Saviano".

"Chłopcy z Casal di Principe czuli się jak samochody stojące w blokach startowych, z zapalonymi silnikami, ale nieruszające z miejsca".

"Wydawało mi się wtedy, że my, mieszkańcy Casal di Principe, jesteśmy normalni, a inni to pomyleńcy. Musiało minąć wiele lat, żebym zmienił zdanie".

"Nas, mieszkańców Casal di Principe, wszędzie znano, za każdym razem, gdy jeździliśmy do Caserty czy Neapolu, żeby na przykład zakontraktować owoce, zostawialiśmy po sobie ślad. Jakby to powiedzieć... Byliśmy gotowi na wszystko". 

"Dla zabicia nudy odwiedzało się bary, tylko że tam nuda puchła jeszcze bardziej, nabrzmiewała jak ciężka deszczowa chmura, która wszystko spowija. Kto chce zrekonstruować najsławniejsze kariery kryminalne mieszkańców Casal di Principe, powinien odwiedzić miejscowe bary. To mikrokosmos plotek, zawiści, frustracji, rywalizacji, odwetów. Z braku ciekawszego zajęcia w ciągu spędzonych tam długich godzin wymyślali strategie, fajdy, kodeksy wierności i reguły ślepego, bezrozumnego posłuszeństwa".

"W mieście mieliśmy wiele barów, być może w innych można się było lepiej zabawić, ale chodziło się zawsze do tego samego, żeby ktoś nie pomyślał, że zdradziłeś".

"Tutaj zawsze tak było. Państwo pojawiało się na chwilę, robiło dużo hałasu, jakieś pokazowe akcje bez konkluzji, po czym znowu znikało. A my nadal nie wiemy, co jest w nasypach między Nolą a Villa Literno na północ od Casal di Principe, skąd wzięła się ta ziemia, z jakimi truciznami jest wymieszana".

"W Casal di Principe jest jak na afrykańskiej sawannie - albo jest się lwem, albo gazelą".

"W miasteczku zdano sobie sprawę z istnienia Camorry dopiero wtedy, kiedy zaczęło być o niej głośno".

"Jak to możliwe, że nie mogę znaleźć drogi do Casal di Principe?
Znajduję wytłumaczenie psychologiczne.
- Może to dobrze. To znaczy, że już nie przynależysz do tego miejsca".

"Ja też jestem casalese, bo urodziłem się w Casal di Principe. Chociaż stąd uciekłem. Chociaż byłem w Cannes, Wenecji i Toronto. I to nie jako turysta, tylko z moimi filmami".

"Casalese jest tożsamością niewygodną, dwuznaczną, obciążającą".

"Dla ludzi z Casal di Principe informacja w dokumentach o miejscu urodzenia zaczęła być problemem dopiero od sukcesu Gomorry Roberto Saviano" (włoski autor głośnej książki Gomorra o mafii we współczesnych Włoszech, który od lat musi żyć w ukryciu pod obstawą policji, gdyż naraził się bossom prowadząc własne śledztwo i demaskując mafiosów).

"Kiedy dojeżdżam do Casal di Principe i widzę otaczające je pola, zachwycam się i wzruszam jak emigranci powracający do kraju. Ale zaraz przychodzi mi na myśl całe to gówno, które tu wyrosło".

Casalese to tożsamość, przekleństwo, pewne cechy, które sprawiają, że łatwiej wpaść w sieć mafii. O tym jest ta książka. O wiecznym rozdarciu - chęci zapomnienia o tym miejscu przy jednoczesnym wewnętrznym imperatywie, by pamiętać i powracać. 

Kto jest chętny zajrzeć w mrok, tego zachęcam do lektury tej niewielkiej, bo niespełna 200-stronicowej pozycji, którą mimo ciężkiego tematu szybko się czyta.

A jeśli to dla Was za przyciężki kaliber, wkrótce znowu napiszę o jaśniejszych stronach Italii. W końcu mamy lato, czas wakacji, odpoczynku i myślenia o lekkich sprawach, a nie o problemach współczesnego świata.

A prestissimo!

1 komentarz:

  1. Stanowczo wolę jaśniejszą stronę Italii! Czekam z niecierpliwością na kolejny wpis!

    Serdeczności!

    OdpowiedzUsuń