sobota, 9 listopada 2019

Wchodząc (powoli) w klimat Świąt


Jedną nogą jestem jeszcze w jesieni, odwiedzam cmentarze i wspominam Bliskich, których już z nami nie ma. Oddaję im należną im pamięć i kontempluję napisy na grobach nieznanych mi ludzi. "Pokój ich cieniom"- czytam na jednym z nagrobków i oddaję się refleksji tak znamiennej dla tej pory roku i tego miesiąca.



Ma to swój urok. Ten nastrój melancholii i zadumy. Listopad potrafi jednak naprawdę przygnębić. Zniechęcić i pozbawić energii. Porządnie dać w kość i wystawić na próbę nasze pokłady optymizmu, które kurczą się w zastraszającym tempie.

Aby do tego nie dopuścić, stosuję kilka sprawdzonych sposobów i od jakiegoś czasu autentycznie doceniam i lubię tę porę sprzyjającą otulaczom, świeczkom i dobrej lekturze – słowem cieszeniu się domowym zaciszem.

Dziś znowu o książkowych umilaczach.

Książki są moimi wiernymi towarzyszami przez cały rok.

Ponieważ każda pora roku rządzi się swoimi prawami, jesienią czytam mroczne powieści grozy idealnie współgrające z klimatem Halloween i zaduszkową atmosferą zadumy.



Styczeń i luty dla mnie to czas skandynawskich kryminałów i autorów typu Camilla Lackberg czy Joe Nesbo (oraz innych, o których może w przyszłości uda mi się napisać kilka słów). Wtedy to obowiązkowo piekę kanelbullar (szwedzkie bułeczki cynamonowe) i popijam je ciepłym mlekiem tudzież kakao oddając się lekturze.

Wiosna dla mnie to czas poradników, książek o rozwoju osobistym i wszelkich pozycji dotyczących psychologii, zdrowego odżywiania czy sportu. Wszak to czas odnowy.

Latem przerzucam się najczęściej na lekkie powieści obyczajowe i książki o podróżach/wspomnieniach typu „kupiliśmy dom w Toskanii”, „przeprowadziliśmy się do Grecji”, „dom w Fezie” itp.

Zimą zaś chwytam za powieści w klimacie choinki i piernika, czyli babskie powieści, gdzie zazwyczaj perypetie bohaterów i przedświąteczna gorączka prowadzą wreszcie do happy endu przy wigilijnym stole.

Kuszące pięknymi okładkami powieści są idealne by wczuć się w klimat świątecznego oczekiwania. Przyznam, że zwykle nie są to wymagające lektury, raczej z gatunku tych lekkich, łatwych i przyjemnych. Zazwyczaj przewidywalne i nieco naiwne, ale swoją rolę spełniają doskonale – potrafią otulić niczym ciepły milutki koc i dać czystą przyjemność.

Poniżej trzy książki, po które sięgnęłam już teraz. Może odrobinę za szybko, zwłaszcza, że faktycznie co roku sklepy, w tym również wydawcy i księgarnie powoli zaczynają nam obrzydzać Święta, bo okres przedświąteczny zaczyna się już w listopadzie. Niemniej jednak do Was należy decyzja, czy sięgniecie po tego typu lektury teraz, czy nieco później. Wszak nadal możemy palić świece o zapachu spiced pumpkin i szurać butami spacerując po opadłych liściach. Druga połowa listopada w moim przypadku sprzyja jednak powolnemu wchodzeniu w klimat bożonarodzeniowy, więc bez wahania zasiadam pod kocem z tego typu powieściami.


Natalia Sońska. "Słuchaj głosu serca". Jagna pracuje w Katowicach w poradni psychologicznej. Kiedy poznaje przystojnego Piotra, przedstawiciela farmaceutycznego, czuje, że to miłość. Ale czy aby na pewno? Na ile wobec niej uczciwy jest Piotr? Co tak naprawdę ukrywa? Dołóżmy do tego góry i piękne widoki, Zakopane, skąd pochodzi główna postać, ciepłą Babcię Anielę, garstkę zaprzyjaźnionych znajomych z góralem Jankiem na czele, (z niektórymi z nich mieliśmy już do czynienia w innych książkach Sońskiej, choćby w "Obudź się, Kopciuszku") oraz kilka wędrówek po szlakach Tatr, których etapy sobie wynotowałam –  i mamy lekką, prostą powieść o tym, że nie zawsze miłość to od razu gromy z jasnego nieba, lecz często uczucie rodzące się nieśmiało i stopniowo. Lekka książka na dwa wieczory.

Co mnie rozczarowało, to nieco naciągnięte streszczenie na tylnej okładce i hasło z przedniej: „Magia Świąt sprzyja zakochanym”. Akcja książki głównie rozgrywa się w listopadzie, a nie w grudniu, a Świąt jest tam tak naprawdę niewiele, dopiero na koniec. Niemniej jeśli podobał się Wam klimat powieści "Garść pierników, szczypta miłości" czy wspomniana już "Obudź się Kopciuszku", to polecam, bo i tu znajdziecie wiele ciepła i nastroju.



Natasza Socha. Magda Mazur. "Drogi Święty Mikołaju". Jak uratować Święta. Nataszę Sochę pewnie znacie, choćby z takich powieści jak "Dwanaście niedokończonych snów", "Biuro przesyłek niedoręczonych", o której pisałam kiedyś tutaj, czy cyklu (Nie)miłość (Nie)piękność i (Nie)młodość. Tu napisała powieść w udanym spójnym debiucie z Magdą Mazur, o której czytamy na okładce, że do tej pory była między innymi korespondentką wojenną w Kijowie i współtworzyła pisma kobiece w języku ukraińskim.

Schemat powieści jest prosty – kilkoro bohaterów, ich perypetie, problemy, smutek i rozczarowania oraz zbliżające się Święta. A te nie każdy musi je lubić i cieszyć się na ich celebrowanie. „Święta to nie przymus, każdy powinien je spędzić tak, jak chce. Jeden będzie skakał z radości, drugi z mostu. Jeden uśmiechnie się do śnieżynki, drugi będzie chciał ją udusić, albo przynajmniej kopnąć w goleń”. 

Trzy pary bohaterów. Matylda i Mikołaj, czyli samotna matka walcząca z codziennymi wyzwaniami i zbuntowany nastolatek. Renata i Tomasz, czyli dwukrotnie rozwiedziona business woman i zdradzający żonę ze wspomnianą kobietą sukcesu mąż. Wreszcie Karolina i Kamil – ona pani sędzia specjalizująca się w prowadzeniu spraw rozwodowych, on bujający w obłokach niespełniony artysta, bałaganiarz, pasożyt i leń.

Święta niekoniecznie muszą być radosne. Zwłaszcza, gdy problemy zdają się mnożyć, a przygotowania do nich są przykrym obowiązkiem, a nie przyjemnością: „Strasznie nie lubiła sama kupować choinki i zadrapanymi rękami wnosić jej do domu, mocować w durnym stojaku, który zawsze się zacinał, a potem rozplątywać światełek i owijać nimi drzewka, przy czym i tak na końcu zawsze brakowało ich na ostatnie okrążenie, przez co choinka wyglądała na upośledzoną”. 

Co przyniosą Święta naszym bohaterom? Jak zmieni się ich życie? Czy odnajdą magię Świąt Bożego Narodzenia? Bo ta magia jest w nas, musimy ją tylko umieć dostrzec. „Wigilie bywają różne. Rodzinne, samotne, wesołe i smutne. Bywają kolorowe i czarno-białe. Pełne uśmiechu lub zadumy. Ale zawsze dają nadzieję”. I to jest chyba najlepsze podsumowanie. Więcej nie zdradzę, zachęcam, zwłaszcza, że czyta się niezwykle dobrze.



Magdalena Witkiewicz. "Uwierz w Mikołaja". Książki Witkiewicz czytam w ciemno, sprawiają mi zawsze radość, dlatego wybrałam nowy tytuł nie czytając nawet opisu na tyle okładki. A ta jak zawsze jest urokliwa i przywołująca najlepsze skojarzenia i wspomnienia. Wam też nie streszczę fabuły. Zagwarantuję natomiast, że książka Was wzruszy, skłoni do refleksji i rozbawi. Znajdziecie tu wszystkiego po trochu. Powieść pokazuje, co tak naprawdę się liczy, zwłaszcza w dobie technologii, która zamiast ułatwić nam życie, komplikuje je i skutecznie kaleczy nasze związki międzyludzkie. A te zawsze są najważniejsze. Nic nie zastąpi rozmowy, spotkania, otwarcia na drugiego człowieka i radości z małych rzeczy. O czym powinniśmy sobie przypominać i pamiętać, nie tylko w Święta. Z czystym sercem polecam, bo ta książka ogrzewa serce niczym termofor.

To jak, wchodzicie w klimat Świąt? Ja tak, ale stopniowo i powoli. Bo choć jedną nogą jestem już w grudniu, to daję sobie jeszcze czas na jesienne klimaty.


1 komentarz:

  1. W tym roku mam jedno postanowienie-bez pośpiechu, z rozsądkiem. Podobnie rozkoszuję się ciepłym listopadem, ale powoli wchodzę w klimat świat.

    OdpowiedzUsuń