Nawet jeśli jestem geograficznie daleko od Włoch, lubię przemycać włoskość do mojego życia codziennego tu, w Polsce, o czym już pisałam.
Kawa musi być. Najlepiej ta dobra, prawdziwa z ziaren, z kawiarki, a nie napój kawopodobny czyli kawa rozpuszczalna. Ok, w pośpiechu lubię nawet ten napój kawopodobny, ale pijąc prawdziwa kawę, czując jej aromat i głębię przenoszę się daleko na Półwysep.
Książki również pozwalają mi przenieść się mentalnie do Italii. Niektóre pisane są tak sugestywnie, że niemal słyszę odgłosy ulicy w Neapolu, wieczorne życie na Zatybrzu, czy szum fal nad morzem w Taorminie. Ponieważ chwilowo na urlop nie mam szans, barwne opisy przenoszą mnie daleko daleko.
Płyty w włoską muzyką. Wtedy nawet ciasnota w autobusie niestraszna - zamykam oczy i jestem na porannym włoskim espresso przy kontuarze jednego z barów.
Ostatnio Spotify umożliwia mi zasłuchiwanie się w stare włoskie piosenki takich wykonawców jak Fred Buscaglione (Guarda che luna) czy Peppino Gagliardi (Come un ragazzino, Che vuole questa musica stasera). I to nie jest wcale tak, że lubię taką muzykę, bo się starzeję. Zawsze lubiłam takie klimaty:
Naiwne, ale pełne uroku piosenki, aranżacje z duszą. Muzyka starej daty.
Włochy to jednak nie tylko sielanka i dolce far niente. Tak o tym wspominam, bo ostatnio przeczytałam kilka kolejnych książek o ciemnej stronie Italii. Dlatego dziś kilka migawek na pocieszenie tym, którzy wzdychają, że gdzie indziej jest lepiej. Take małe przypomnienie, że każdy kraj ma swoje szare, brudne i ponure kąty. Znamy w końcu powiedzenie "Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma". Ale czy na pewno?
Włochy to często biedny kraj zamieszkały przez bogaczy. Positano i Amalfi dla dobrze usytuowanych, a obok targowiska jak nasze bazarowiska w tym gorszym wydaniu, brud, absurdy, oszpecające graffitti na murach, imigranci, afery z niewywożonymi śmieciami i grande casino (bałagan - eufemizm) w bocznych uliczkach z dala od oczu turystów.
Włochy to często biedny kraj zamieszkały przez bogaczy. Positano i Amalfi dla dobrze usytuowanych, a obok targowiska jak nasze bazarowiska w tym gorszym wydaniu, brud, absurdy, oszpecające graffitti na murach, imigranci, afery z niewywożonymi śmieciami i grande casino (bałagan - eufemizm) w bocznych uliczkach z dala od oczu turystów.
Oto la brutta vita w kilku kadrach:
I dla kontrastu:
![]() |
Źródło: internet |
Dopiero dostrzegając takie kontrasty poznaje się naprawdę dany kraj, nawiązuje z nim więzi.
Obiecuję jednak w przyszłości pisać już tylko o tej jasnej stronie Włoch i oszczędzić brzydszych zdjęć. Inaczej stąd uciekniecie, vero?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz