poniedziałek, 6 marca 2017

Włoska migawka - 9

Kiedy za oknem jest tak, jak dziś - szaro, ponuro, deszczowo. Kiedy wokół zamiast wiosny panuje jeszcze coś, czego nie da się bliżej określić (bo przedwiośnie to na pewno nie jest), robię sobie dobrą kawę i na chwilę zamykam oczy. 

Przenoszę się na dachy rzymskich domów - tam, gdzie można zaszyć się w zielonym cieniu roślin, z kieliszkiem schłodzonego białego wina. 

W rzymskiej architekturze urzekają balkony, tarasy, zielone ogródki na dachach - pełne zieleni oazy spokoju. W dole tętni szybkie życie typowe dla capitale - stolicy, w górze santa pace - święty spokój. Święty spokój i piękne widoki. Niekoniecznie typowo turystyczne, ale równie malownicze. Kto wie, czy nawet nie bardziej.



Nadgryzione zębem czasu mury, słońce igrające z cieniem na ścianach w kolorze ochry i palonej sjeny oraz persiane - tak charakterystyczne okiennice. Termin persiana pochodzi z języka francuskiego persienne (perski). Ciekawa etymologia. Faktycznie, gdyby się zastanowić, w wielu krajach Bliskiego Wschodu stosuje się ten typ okiennic. Okiennice chronią przed słońcem, wpuszczając jednocześnie do pomieszczeń powietrze. I są ozdobą. Uwielbiam. Persiane to dla mnie jedna z kwintesencji Rzymu. I nie tylko. Całego basenu Morza Śródziemnego.



Siedzę więc na terrazza. Patrzę na intrygujące płaskorzeźby i malowidła na ścianach kamienicy naprzeciwko. Nasłuchuję odgłosów rozmów z tarasu obok. Słyszę stukot maszyny do pisania (?) i piosenkę Tiziano Ferro w radio. Sąsiedzi z naprzeciwka piją kawę. Życie na dachach, balkonach i balkonikach zacznie się tak naprawdę dopiero wieczorem. Tymczasem w dole królują odgłosy skuterów, lokali gastonomicznych i kafejek. Smakuję schłodzone białe wino i zagryzam oliwkami, które pływały w najróżniejszych rodzajach zalewy, a teraz cieszą oczy różnymi kolorami, kształtami i różną wielkością. Stłumiony tu na górze szum odgłosów rzymskich uliczek działa na mnie usypiająco i sprawia, że chcę sobie uciąć małe pisolino - drzemkę. Dolce far niente. Słodkie nieróbstwo.

Kto się dołączy? Choć na chwilę, w wyobraźni. Fajnie, prawda?



PS. Mieszkając w małym hoteliku typu Bed & Breakfast miałam okazję spędzać wieczory i ranki na tarasie, wysoko nad dachami innych, niższych domów. Sąsiedzi faktycznie codziennie rano powtarzali rytuał picia kawy na swoim tarasie, a ktoś z mieszkania obok z uporem maniaka puszczał w kółko piosenkę Tiziano Ferro Tarantola d'Africa jako tło muzyczne. Odgłosy z kuchni, brzęk naczyń dochodzący z indyjskiego lokalu na dole, piski dzieci dwa okna dalej - toczące się życie. Przy otwartych persiane było to cudne słuchowisko, zwłaszcza, że rozumiałam treść prowadzonych rozmów. A gdzieś dalej, w dole, cierpliwie czekał pulsujący Rzym.

8 komentarzy:

  1. Jak zwykle piękne migawki! Ja uwielbiam dachy i te charakterystyczne dachówki, chętnie sprowadziłabym je do nas i ułożyła na moim dachu!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja dołączę! Z chęcią i prawdziwą przyjemnością. Uwielbiam te wirtualne wycieczki i włoskie klimaty.

    Do przeczytania!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ te tarasy i balkony są inspirujące! Chciałabym przemycić dosiebie, chodź mały procent takiego klimatu.

    OdpowiedzUsuń
  4. ja też się dołączam do tej bajki :) kadry są cudne mmm aż się rozmarzyłam :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam ten włoski klimat :) <3

    OdpowiedzUsuń
  6. pięknie i nieco znajomo ;-)... też lubię popijać poranną kawkę albo na tarasie , albo przed domem, czas zwalnia, szczególnie popołudniem, kiedy latem jest skwar....p.s. tak przy okazji greckie okiennice zwa się pandżurie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pandżurie - zapamiętam :-) Zaraz wpadnę do Ciebie z rewizytą :-)

      Usuń
  7. ja się przyłączam! mi piace tanto tanto!!! Love tarasowe fotografie:)

    OdpowiedzUsuń