sobota, 10 sierpnia 2019

Sto dni szczęścia


Lato i wakacje oprócz podróży i zwiedzania nowych miejsc kojarzyło mi się od zawsze z książką. Dobrą lekturą zabieraną do walizki czy plecaka. Już jako dziecko na wakacjach spędzanych na wsi zaczytywałam się w Dzieciach z Bullerbyn czy Przygodach Tomka Sawyera. Potem przyszedł czas na kryminały, powieści obyczajowe i klasykę. Była poezja i horrory. Literatura faktu i poradniki z dziedziny psychologii i rozwoju osobistego. Tytuły w oryginale. Rodzaj czytanej książki zmieniał się wraz z wiekiem i  ewoluującymi zainteresowaniami. Czasami zabierałam z sobą książkę z miejscem akcji osadzonym tam, gdzie aktualnie spędzałam lato.
Książki towarzyszyły mi niemal od zawsze, a wakacje tylko sprzyjały poznawaniu nowych historii. Zrelaksowany umysł chłonął więcej słowa drukowanego.
Tak jest do dziś.
Kocham biblioteki, księgarnie, antykwariaty i książkowe wyprzedaże. Klimatyczne kawiarnie z półkami pełnymi książek (zdecydowanie moje dwa ukochane k-książka i kawa). Inicjatywy booking crossingu. Kluby czytelnicze i targi. Kindle nie dla mnie. Muszę czuć papier pod palcami i szelest przewracanych stron.
Czytam różne gatunki. Zawsze mam ze sobą jakąś książkę – już wiele razy okazywało się, że książka umilała mi czas w kolejce do lekarza czy podczas nieplanowanego dłuższego przejazdu komunikacją miejską (ach te korki!). Będąc mamą muszę umiejętnie wygospodarowywać czas na spokojne czytanie, co jest na wagę złota i nie zawsze przychodzi mi łatwo, ale w ogólnym rozrachunku udaje się.
Książki. Nieodłączni towarzysze. Kocham z wzajemnością. Są stety-niestety moim nałogiem. Kupuję ich więcej niż jestem w stanie przeczytać. Bo chcę je mieć w swojej biblioteczce. Móc je kartkować. Zaznaczać istotne dla mnie zdania i do nich powracać. Podkreślać i cytować pewne fragmenty. Czytam często kilka książek na raz, przebywając w różnych światach i klimatach równolegle. I nie - nie mylą mi się bohaterowie.
Książki leżą przy moim stoliku nocnym i na dobrą sprawę ich pokaźny stosik mógłby z sukcesem ów stolik zastąpić. Zdecydowanie za często zamiast kupić dobry tusz do rzęs czy sukienkę wydaję pieniądze na kolejną czytelniczą perełkę.
Obecnie staram się zredukować liczbę tytułów oddając ich część choćby do biblioteki, ale rozstanie z książkami to dla mnie za każdym razem ciężki temat. No cóż, może kiedyś dorobię się porządnej wielkiej ściany na wspaniałe półki i fotela w klimacie chesterfield w pobliżu – wtedy stworzę sobie przytulny kącik czytelniczy będący moją oazą. Tymczasem na regale zostawiam tylko pozycje o Włoszech / włoskich autorów oraz tytuły, które są moim antidotum na gorsze dni / skarbnicą wiedzy i inspiracji, do której powracam.
Niech część przeczytanych przeze mnie książek wędruje dalej w świat ciesząc i wzruszając innych.
Wybrane z trudem niektóre tytuły co jakiś czas żegnam, ale pewno pozostanie ze mną przeczytana niedawno na urlopie książka autorstwa Evy Woods „Sto dni szczęścia”. Historia przypomina mi trochę jeden z moich ulubionych filmów z Charlize Theron i Keanu Reevesem – Słodki listopad.
Tak jak w filmie, i tu mamy nieuleczalnie chorą bohaterkę z tykającą bombą jaką jest glejak mózgu. Polly jest niezwykle barwną i ekscentryczną osobą, która powoli umierając uświadamia innym wartość życia i stopniowo ich odmienia.
Mamy tu tak naprawę dwie bohaterki, skrajnie różne, ale jak wiadomo przeciwieństwa się przyciągają. Obok  pochodzącej z bogatego domu chorej na raka Polly mamy zamkniętą w sobie i załamaną demencją swojej matki Annie. Annie pogrąża się w rozpaczy. Straciła niemal wszystko i nie widzi już sensu życia (jej tragiczne przeżycia z przeszłości i niezwykle smutną historię autorka dozuje nam stopniowo). Dni Annie stają się pełną łez i emocjonalnego bólu wegetacją bez celu.
Kiedy Annie po raz kolejny odwiedza swoją chorą mamę w szpitalu, poznaje Polly. Polly zjawia się w życiu Annie niczym huragan stawiając przed nią wyzwanie – codziennie przez 100 dni robić coś nowego / wartościowego / zwariowanego. Annie z początku nieufna, powoli daje się wciągnąć w tę zabawę i odkrywa, że naprawdę można być szczęśliwym nawet wtedy, kiedy życie rzuca kolejne kłody pod nogi, a serce przypomina otwartą ranę. 
Najcenniejsze co mamy, to czas dany nam tu i teraz i absolutnie nie wolno nam go marnować.


O swoim pomyśle na 100 dni Polly mówi:
Chcę udowodnić, że można być szczęśliwym, nawet kiedy wszystko jest naprawdę do bani.”

„Chcę zostawić po sobie jakiś znak, rozumiesz… zanim zniknę na zawsze. Udowodnić, że można być szczęśliwą i cieszyć się życiem, pomimo, że sprawy wyglądają okropnie.”

Lekko, ale niezwykle wzruszająco napisana powieść wciąga i jest ogromną dawką pozytywnej energii. Tak często narzekamy, smucimy się bez sensu, zazdrościmy innym nie widząc tego, co mamy. Biegamy, pędzimy, gromadzimy pieniądze zamiast gromadzić wspaniałe wspomnienia i doświadczenia. W tej gonitwie zapominamy, co tak naprawdę jest ważne. Wpatrujemy się w internetowe strony z miałką treścią, liczymy ilość lajków pod zamieszczanymi przez nas zdjęciami i zatracamy w tak naprawdę nieistotnych czynnościach i tematach. Żyjemy nie z ludźmi, a obok nich. Wszystko zdaje się być namiastką prawdziwego życia, pozbawioną treści fasadą, za którą w rzeczywistości kryje się pustka. Może warto się zatrzymać i przypomnieć sobie, co tak naprawdę jest istotne?

Powieść szybko się czyta, cała historia wzrusza i bawi do łez, a jednocześnie zostawia w czytelniku kilka pytań. Wartko napisane rozdziały stanowią motywację do zmian, do przyjrzenia się swojemu życiu. Może warto wprowadzić do niego coś, co odmieni i wzbogaci naszą codzienną rutynę, przyczyni się do naszego szczęścia i do szczęścia ludzi wokół? Wśród pomysłów na 100 dni znajdziemy zupełnie proste inspiracje niewymagające wielkich nakładów finansowych (choćby podarowanie komuś kwiatów, spotkanie się z dawno niewidzianym znajomym czy zaangażowanie w wolontariat ). Nawet coś pozornie błahego może odmienić nasz dzień, sprawić, że stanie się on ciekawszy i przyjemniejszy. Dobro napędza dobro. Uśmiech generuje uśmiech.
Czy warto sięgnąć po "Sto dni szczęścia"? Tak. Zdecydowaznie warto przeczytać tę historię i ruszyć z miejsca w którym jesteśmy. Kto wie, dokąd doprowadzą nas wcielane w życie małe i większe pomysły? Może wreszcie zaprosimy do nas na lampkę wina i jakieś przekąski sąsiadów mijanych codziennie w windzie i okażą się oni naprawdę fajnymi ludźmi, zaś nasze spotkanie będzie początkiem pięknej przyjaźni? Może zaczniemy pisać opowiadanie? Albo zapiszemy się wreszcie na kurs tanga/gry na ukulele/łucznictwa/ (niepotrzebne skreślić), o którym zawsze w głębi duszy marzyliśmy?


Na koniec kilka cytatów z książki, na pozór banalnych, a jednak trafiających w punkt:
Pamiętaj, jeśli chcemy mieć tęczę, musimy zaakceptować deszcz.”
„Nie bądź swoim największym wrogiem. Od tego masz mnóstwo innych ludzi”.
Żeby przepłynąć ocean, musisz stracić z oczu brzeg.Zrób każdego dnia coś, czego się boisz”.
W życiu nie chodzi o to, by unikać burzy, ale o to, żeby nauczyć się tańczyć w deszczu”.
„Rozgoryczenie jest jak trucizna, którą pijesz w nadziei, że zabije kogoś innego”.
Nie chodzi o to, aby liczyć dni. Chodzi o to, aby dni się liczyły”.
PS. Pomysł na książkę pojawił się, kiedy autorka czytała o projektach innych ludzi – swego czasu w sieci pojawiło się mnóstwo propozycji na wartościowe spędzanie czasu – wyzwanie #100dni. W wyzwaniu brali (i nadal biorą) udział ludzie z całego świata, motywując się wzajemnie i inspirując na przeróżnych blogach, forach dyskusyjnych i stronach. Warto nieco poszperać w temacie. Na chwilę obecną na instagramie pod hasłem #100daysofhappinesschallenge znajdziecie 29 tysięcy zdjęć (!) a ich ilość stale rośnie.

1 komentarz:

  1. Witaj Dominiko!

    Pięknie napisałaś. Mądrze. Dojrzale. Tą recenzją skłaniasz do refleksji. Mnie nakłoniłaś do lektury. Mam już tę książkę na półce w Legimi :) To moje lipcowe odkrycie. Z książkami mam dokładnie tak, jak Ty. Kupuję nałogowo, chociaż od kiedy Legimi zawitało w moim życiu, przystopowałam, Kupuję te, które przeczytałam i wiem, że do nich wrócę. Nadmiar Twoich książek z chęcią przygarnę i utulę do serca :)

    Piękne zdjęcia, czekam na kolejne wpisy.

    Ściskam sierpniowo!

    OdpowiedzUsuń