wtorek, 6 grudnia 2016

Coraz bliżej Święta

Dopiero co był listopad, a już Mikołajki. Coraz bliżej Święta. Odliczamy. I cieszymy się przygotowaniami, bo te przygotowania są najpiękniejsze.

Czerwień, zieleń i biel. 

Magnesy mikołajkowe na lodówce.

Pocztówki. Wspaniale je dostawać i wysyłać w dobie internetu. Wnoszą coś osobistego, cudownie minionego, a jednak nadal istniejącego. 

Świąteczna Ella Fitzgerald. Michael Buble. Sinatra. Kolędy na koniec wieku Preisnera. Edyta Geppert. Celtic Woman. Wreszcie Dolly Parton i Kenny Rogers - świąteczne duety, słuchane przez moich rodziców i mnie dawno temu co roku podczas pieczenia pierniczków.  

Oglądany co roku film Family Man.

Wyciągane kubki w świąteczne motywy.

Tyle wspaniałych drobnych radości.


Mamy od 3 grudnia choinkę. Sztuczną, bo te prawdziwe ścinane są jeszcze w listopadzie, a w grudniu zaraz po przyniesieniu do domu sypią się na potęgę. I wcale niestety nie pachną. Poza tym widząc potem wyrzucone smutne badyle choinek przypominam sobie bajkę Andersena "Choinka". Bajkę tę pamiętam z dzieciństwa. Wywarła ona na mnie wielkie wrażenie. Zasmuciła. I nawet teraz, mając dużo, dużo więcej lat, nadal robi mi się smutno na widok tych porzuconych suchych drzewek. Dlatego mamy sztuczną. Prawdziwe choinki wolę oglądać w lesie.


Czytamy sobie książeczki świąteczne ze starszakiem. Nadal muszę przemycać tematy bożonarodzeniowe na plac budowy, między dźwigi, koparki i spychacze. Męski pierwiastek zawsze zwycięża. Maszyny muszą być. Albo warsztat, do którego jedzie Święty Mikołaj, bo mu się zepsuły sanie.

Sama mam silne postanowienie poczytać baśnie. Andersena. Inne. Jeszcze muszę wybrać się do biblioteki i coś wypożyczyć nastrajającego gwiazdkowo.

Dekoracje... U nas króluje styl bajkowy. Wybraliśmy dla choinki dziecięce motywy. Na drzewku wiszą więc same łosie, renifery, skrzaty, baśniowe pajace, sowy i misie. Mamy dzieci, więc jest dziecięcy świat. Dorosłą stylizację choinki zostawiamy sobie na przyszłość. Maluchy podrosną i będzie na poważniej. Teraz jest kolorowo i fantazyjnie. Bezpiecznie, bo nie wyobrażam sobie wieszać prawdziwych bombek. Te filcowe i drewniane i tak będą tysiąc razy przewieszane z gałązki na gałązkę przez malutkie trzyletnie łapki. 


Każda bombka i zawieszka ma swoją historię. Zbieramy i dokupujemy kolejne lokomotywy, aniołki czy gwiazdki. Czasem już po sezonie, na przecenach. Czasem na kiermaszach świątecznych. Kilka nowych czeka jeszcze w Kalendarzu Adwentowym na odpakowanie. 

Radości przy otwieraniu kartonów po roku jest zawsze dużo. Wyciągamy grającą pozytywkę szklaną kulę i Mikołaja w stylu wiktoriańskim. Mikołaj został rozbity na tysiąc kawałeczków, a potem moi rodzice sklejali go z cierpliwością godną benedyktyńskich mnichów. Cieszę się, bo żal by mi było stracić tak urokliwego Świętego. Dobrze mnie nastraja, gdy na niego patrzę. 


Co grudzień niezmiennie odnoszę wrażenie, jakbym dopiero co ubierała choinkę. Aż trudno uwierzyć, że minął kolejny rok. W tym roku jest nas już czwórka, prawie ośmiomiesięczniaczek Franuś po raz pierwszy będzie obchodził Święta. A raczej zbierał paprochy z podłogi i ćmoktał swojego pierwszego pierniczka.


Zrobiłam wieniec Adwentowy. Prosty w konstrukcji, ale myślę, że całkiem udany. Wykorzystałam ulubioną szufladę dekoracyjną. Służy nam ona za pojemnik na paragony i klucze, czasem wsadzam tam kwiaty (jesienią były to wrzosy) lub układam tam ulubione notesy z ładnymi okładkami. Tym razem nasypałam szyszek i wsadziłam cztery świeczki w moim ulubionym stylu. Raz dwa i dekoracja gotowa. Przy dwójce małych agentów nie mam czasu na pracochłonne dekoracje.


Odliczanie... Sześć woreczków z Kalendarza Adwentowego zostało już otwartych. Lubię obserwować, jak mój starszak ćwiczy cierpliwość.

Prezenty... Jak co roku tradycja - fotoksiążki. Mam już zamówione, zarwałam kilka nocy na segregowaniu zdjęć i projektowaniu. Lada dzień drukarnie przeżyją oblężenie. Obiecuję sobie od stycznia bardziej porządkować zdjęcia.

W tym roku stawiam na minimalizm, nie szaleję z ilością prezentów i bardzo mi z tym dobrze. W Święta nie chodzi o konsumpcjonizm, ale o zadumę, bycie z bliskimi tu i teraz. Chodzi domowe ciepełko, odrobinę magii i zatrzymanie.


Zostają do zrobienia ciasteczka. Umycie okien i naklejenie z synkiem dekoracji na szyby. Mała sesja zdjęciowa w czapkach mikołajkowych. I jeszcze kilka spraw do załatwienia. Ale tak na spokojnie, bez pośpiechu i nerwów.

I to pian piano właśnie lubię. Senza fretta - bez pośpiechu, jak mówią Włosi.

6 komentarzy:

  1. Masz niesamowity dar pisania w sposób niezwykle magiczny i kojący. Cudownie się Ciebie czyta! Przedostatnie zdjęcie jest pełne magii! A ozdoby choinkowe skradły moje serce :) U mnie też całkowity misz masz na choince tyle ze w kolorze srebra i bieli. Za to u Zosi - festiwal kolorów, jarmarcznie i barwnie, papierowo, bo same robimy ozdoby do niej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję Kochana :-) Święta to magia, a jeszcze bardziej tę magię odczuwamy, kiedy sami mamy dzieci. Wtedy na chwilę sami nimi się stajemy. Jest tak, prawda? Czekam na Waszą choinkę przystrojoną w srebro i biel. Wspaniałe jest to, że każdy ma inną wizję dekoracji, każdy tworzy swoją bajkę, ale każda bajka ma w sobie to coś. Jeśli tylko jest miłość i domowe ciepełko - Święta to magia. Zawsze w głębi serca mam ciche marzenie, by każdy tę magię poczuł, by nikt nie był w Święta sam i samotny ... Serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudnie to napisalas! Tak wlasnie jest <3

      Usuń
  3. ćmoktał ??!! Co to za neologizm ?
    Ale fakt , żadne inne słowo nie oddaje lepiej konsumpcji "uprawianej" przez naszego Franka :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ćmokta to najlepsze określenie :-) !

      Usuń
  4. Podzielam opinię- jak się czyta Twoje wpisy, to od razu robi się błogo, ciepło i domowo...
    "Ćmoktał" też zwróciło moją uwagę, ale to bardzo dobrze oddaje istotę rzeczy u kilkumiesięcznych słodziaków:)

    OdpowiedzUsuń