Tak sobie jeżdżę do pracy i w drodze rozmyślam o tym i owym. Czy to ja jestem nienormalna, czy to świat nienormalnieje... Chyba do przemyśleń zainspirował mnie mijany codziennie plakat.
Patrząc na kolorowe hasło o niewolnikach snuję refleksje.
Patrząc na kolorowe hasło o niewolnikach snuję refleksje.
Prawie wszyscy w autobusie i na stacji metra wpatrzeni w ekrany komórek. Scrollują (czytaj: przewijają zawartość ekranów) czyli Facebook'ów i innych, kciuki mają już spłaszczone i zdeformowane do granic możliwości.
Szara masa wysiada z metra, autobusów i tramwajów i pędzi do szklanych biurowców ze smyczami na szyjach.
W biurach o niebotycznych rozmiarach każdy siedzi przyklejony do ekranu komputera, osiem godzin bez rozmowy. Rozmowy - jeśli już się toczą - to wokół targetów, FTE, Time sheet' ów i KPI. Bo po co rozmawiać o czymś innym. W końcu jesteśmy korpoludkami wyrabiającymi wyniki i tylko to się liczy. Zysk się liczy. Jesteś wydajny albo nie i to jest wyznacznikiem Twojej wartości.
Generujemy kasę i nabijamy konto jakiemuś bogaczowi. Bogacz potrafi pięknie mówić o wartościach i misji firmy, o kodeksie etycznym i poszanowaniu drugiego człowieka, ale wchodząc do biura z wizytą w Polsce nie powie nawet ogólnego dzień dobry mijanym pracownikom.
Korporacje. Zniewolenie XXI wieku. Mózg mimowolnie buntuje się przeciw korpo-myśleniu. A jednak w tym tkwimy. Tylu z nas.
Na występach mojego synka w przedszkolu rodzice nie patrzą na swoje dzieci, ale na sprzęty-kręcą filmiki, robią zdjęcia. W tej pogoni za utrwaleniem chwili ucieka im to, co najważniejsze - ta chwila właśnie. Nie patrzą dzieciom w oczy, a w smartfony tudzież inne i-Phony. Sama się na tym złapałam i ogarnęło mnie przerażenie. "Nigdy więcej nie patrzeć na moje dzieci przez pryzmat telefonu komórkowego" - przyrzekłam sobie.
W świecie walki o pracę nie istniejesz, jeśli nie masz konta tam, gdzie trzeba. Nie istniejesz przecież bez takich wynalazków jak Facebook (Fakebook), Goldenline czy LinkedIn. Nie ma Cię, jeśli nie relacjonujesz dzień w dzień swojego życia na You Tubie lub na Instagramie. Najwięksi Youtuberzy biją rekordy odsłon i polubień - im większe głupoty pokazują, tym lepiej. Jest już coś takiego jak zawód Youtubera (hmmm?)
Rosyjscy nastolatkowie prześcigają się w robieniu sobie selfie na wysokościach - im bardziej niebezpiecznie, tym lepiej.
Były już "Dziennik cwaniaczka" i książki dla nastolatków w stylu "Zniszcz ten dziennik" z zadaniami typu "Pobrudź tę stronę i podepcz" (?)
Było ogólnoświatowe szukanie Pokemonów (może lepiej poszukać choćby jakiejś szczątkowej ilości szarych komórek u siebie samego?)
Była słynna śmiertelna gra Niebieski Wieloryb.
![]() |
Źródło: internet |
Było ogólnoświatowe szukanie Pokemonów (może lepiej poszukać choćby jakiejś szczątkowej ilości szarych komórek u siebie samego?)
Była słynna śmiertelna gra Niebieski Wieloryb.
Gdzie w tym wszystkim homo sapiens? Został homo iphonus i homo corporaticus. Homo egoistus i homo vulgaris. Bo słowa na k, p, ch są na porządku dziennym. Słyszane od ludzi zdawałoby się na poziomie. Zdawałoby się, otóż to.
I tak mi jakoś smutno w tym korpo-świecie, do którego jestem zupełnie nieprzystosowana. Ale wiem, że najważniejsza jest wierność samemu sobie. I słowa z Dezyderaty: "Krocz spokojnie wśród zgiełku i pośpiechu - pamiętaj jaki pokój może być w ciszy".
Robię sobie koktajl z truskawek, maślanki, nasion chia i mięty zainspirowana świetną książką "Koktajle. Naturalne źródło witalności" z pięknymi zdjęciami i wspaniałymi przepisami. Patrzę jak rosną rośliny na tarasie. Słucham muzyki Chopina na żywo w Łazienkach warszawskich, spaceruję, wyciskam z weekendów ile tylko się da i myślę sobie - "Teraz mi dobrze".
Tylko dlaczego ten chory świat pędzi tam, gdzie jest zysk? Gdzie w nim miejsce dla humanistów, ludzi kultury, sztuki? Dla chcących naprawdę pomagać innym? Czy naprawdę liczy się tylko gross margin? Gdzie w nim miejsce dla genetycznie nieporzystosowanych do korpo-iluzji?
Patrzę jeszcze raz na plakat. I nagle nie widzę niewolników, lecz kolorowe słowo "WOLNI". Jesteśmy wolni. W naszych umysłach, snuciu marzeń. Możemy wszystko.
Pamiętać o tym, co ważne, nie pogubić się w dzisiejszym zwariowanym świecie. Oto mój cel.
Zajrzyjcie koniecznie tutaj Wspaniali ludzie z Torunia tworzą billboardy, murale i plakaty-dzieła sztuki. W polskich miastach wyklejają nimi przestrzeń i zmuszają do myślenia, refleksji. Bawią się kolorem i słowem. Poruszają. Wspaniałe. Poniżej kilka plakatów - źródło: galeriarusz.
Przyznacie, że świetne? Może ktoś napotkał jakiś plakat ich autorstwa?
I tak mi jakoś smutno w tym korpo-świecie, do którego jestem zupełnie nieprzystosowana. Ale wiem, że najważniejsza jest wierność samemu sobie. I słowa z Dezyderaty: "Krocz spokojnie wśród zgiełku i pośpiechu - pamiętaj jaki pokój może być w ciszy".
Robię sobie koktajl z truskawek, maślanki, nasion chia i mięty zainspirowana świetną książką "Koktajle. Naturalne źródło witalności" z pięknymi zdjęciami i wspaniałymi przepisami. Patrzę jak rosną rośliny na tarasie. Słucham muzyki Chopina na żywo w Łazienkach warszawskich, spaceruję, wyciskam z weekendów ile tylko się da i myślę sobie - "Teraz mi dobrze".
Tylko dlaczego ten chory świat pędzi tam, gdzie jest zysk? Gdzie w nim miejsce dla humanistów, ludzi kultury, sztuki? Dla chcących naprawdę pomagać innym? Czy naprawdę liczy się tylko gross margin? Gdzie w nim miejsce dla genetycznie nieporzystosowanych do korpo-iluzji?
Patrzę jeszcze raz na plakat. I nagle nie widzę niewolników, lecz kolorowe słowo "WOLNI". Jesteśmy wolni. W naszych umysłach, snuciu marzeń. Możemy wszystko.
Pamiętać o tym, co ważne, nie pogubić się w dzisiejszym zwariowanym świecie. Oto mój cel.
Zajrzyjcie koniecznie tutaj Wspaniali ludzie z Torunia tworzą billboardy, murale i plakaty-dzieła sztuki. W polskich miastach wyklejają nimi przestrzeń i zmuszają do myślenia, refleksji. Bawią się kolorem i słowem. Poruszają. Wspaniałe. Poniżej kilka plakatów - źródło: galeriarusz.
Przyznacie, że świetne? Może ktoś napotkał jakiś plakat ich autorstwa?