sobota, 20 maja 2017

Pochwała życia


Wiele się wydarzyło, nie miałam głowy tu zaglądać. Udar bliskiej mi osoby, przemyślenia o tym, co jest tak naprawdę ważne. Osoba, którą widziałam jeszcze w Poniedziałek Wielkanocny w pełni sił, 20 kwietnia stanęła na granicy życia i śmierci. W tych okolicznościach blog zszedł na dalszy plan. Doszły refleksje, pytania czy warto pisać.

Warto z pewnością.

Na pewno będę to robić dalej. To moje miejsce, moje wzruszenia i zapiski. Moje dzielenie się z innymi miłością do Włoch. I choć nie uważam się za blogerkę, znawcę Italii, bynajmniej nie piszę poczytnych tekstów z dziesiątkami komentarzy, nadal będę się tu dzielić moimi przemyśleniami i zachwytami. Teksty będą bardziej dopracowane i sprawdzone merytorycznie. Nie zależy mi na ilości, ale na jakości. Daleko mi do kilku tysięcy followersów na Instagramie i postów sponsorowanych. Daleko mi do pokazywania mojego życia z każdym szczegółem. 

Sto wejść dziennie to dla mnie zaszczyt, wielkie osiągnięcie i powód do radości, tym bardziej, że nie zabiegam o zdobywanie czytelników poprzez różne portale społecznościowe. Jeśli ktoś do mnie trafił, widocznie tak miało być. Jeśli zostaje, tym wspanialej. Statystyki to tylko słupki, wykresy. Ważne jest, że wpisy czytają konkretne, prawdziwe osoby. Dziękuję Wam za to. 

Zamierzam ulepszyć blog. Tworzyć tu miejsce o życiu na włoską modłę. Na włoską nutę. 

Będę się tu dzielić zachwytami. Nad Italią, jej kulturą. 

Ale też oczywiście zachwytami nad życiem. Bo choć tak kruche i ulotne, to warte zachwytów. Nawet jeśli mieszkamy w kawalerce z widokiem na plac budowy, szef nas denerwuje i nie chce nam się rano wstać do znienawidzonej, nie dającej spełnienia pracy. Cieszmy się, że mamy dach nad głową. Że mamy pracę. Jest tylu ludzi na świecie, którzy marzą o pracy. Jakiejkolwiek. Cieszmy się, że mamy dwie ręce. I dwie nogi. Sprawne. Zdrowe, mogące nas ponieść tam, gdzie tylko zechcemy. Granica naszych marzeń jest tylko w naszej głowie.

O tym będę pisać.

Zachwycam się bzami. Rozbuchaną świeżą wiosną. Tymi kilkoma pobytami we Włoszech. Możliwością wracania tam mentalnie, póki nie mogę dosłownie.

Szczęście zależy tylko od nas. Bo ktoś, kto w głębi serca i duszy nie jest szczęśliwy tu i teraz, nie będzie szczęśliwy w willi na Florydzie. Lub w Toskanii-wedle preferencji. Nasz zachwyt nad życiem musi mieć miejsce tu i teraz. Bo jutro może się zmienić i wywrócić świat do góry nogami.



Coraz cześciej spotykam obcych ludzi zagadujących mnie na ulicy. Opowiadają o sobie. O swoich przeżyciach. Przemyśleniach. Zwierzają się. Tak nagle. Szukają pretekstu do rozmowy. Każdy umie mówić. Nie każdy potrafi słuchać.

Zwolnijmy. Posłuchajmy drugiego człowieka, jego historii. Zamiast biegać. Albo zachowywać się jak ta "przemiła" sąsiadka ode mnie z bloku, która zamyka mi przed nosem drzwi wejściowe lub drzwi windy, mimo że idę obładowana zakupami z wózkiem i dwójką dzieci. Ona nawet na moje dzień dobry nigdy nie odpowie.

Przecież nie takiego życia chcemy. W głębi serca i duszy większość z nas jest dobra. I szuka tego dobra. Zachwytu. Uważności i wrażliwości.


Najlepsze co możemy zrobić, to oddawać sie zachwytowi nad życiem. Codziennie od nowa. Mamy tak dużo, a tak często o tym zapominamy. I dochodzi do nas, ile mieliśmy dopiero, gdy to tracimy. Miłość, zdrowie. Bliskich. Wolność. Pokój. Albo spokój ducha.

Zachwyt nad życiem. Pochwała życia. Bycia tu i teraz. Będę o tym pamiętać i pisać.


Ciągłego zachwycania i dostrzegania niezwykłości w zwykłości dnia codziennego Wam życzę.

Tymczasem zostawiam kilka majowych migawek.

Zimna majówka niestety pokrzyżowała nam troszkę plany turystyczne. Stąd tylko kilka ujęć Starego Rynku w Poznaniu i słynnych koziołków.


Kilka książek, które właśnie czytam. Wkrótce wpis o niektórych z nich.


Przyroda w ogródkach działkowych. Uczta dla oka. Balsam dla duszy mieszczucha.


Tymczasem już szykuję następny wpis - będzie o mieszkańcach Italii moim okiem. Do przeczytania.

8 komentarzy:

  1. Podoba mi się ten blog, jak i wpis, choć z doświadczenia wiem, co się dzieje, kiedy nasze otoczenie dotyka udar. To przykre. Przesyłam promyki wsparcia, i czekam z niecierpliwością na wpis o mieszkańcach Italii :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za odwiedziny i gwarantuję rewizyty, bo fajnie się czyta Twoje wpisy, a Grecja też mnie ciągnie :-))) i czasem skok w bok wskazany, wszak nie tylko Italią człowiek żyje!

      Usuń
  2. Moja Droga Żono , na pozór tu optymistycznie a jednak tyle goryczy ... czyli , damo życie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo życie to takie amaretto - słodko-gorzkie, ecco la vita.

      Usuń
  3. Tak to życie się układa, że czasem stawia nam na swojej drodze znaki zapytania. Ważne byśmy z tych lekcji potrafili czerpać naukę. Dużo siły, wewnętrznej pokory i ufności Ci życzę. Oby nadchodzący czas rozwiał wszystkie niepokoje. Ciesze się że jesteś tu z nami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Kamilo. Chwile zwątpienia i refleksji są potrzebne, nauka wyciągnięta z nich ma faktycznie ogromną wartość. Pisać będę nadal, choć nie wiem, z jaką częstotliwością. Ale nie to jest istotne, nie ilość postów sie liczy, a pisanie, kiedy w sercu i duszy gra. Do przeczytania!

      Usuń
  4. Moglabym się podpisac pod tym postem... Ciężki byl maj dla mojej bliskiej osoby. Odczulismy to całą rodziną i nieprędko z tym sie uporamy. Ufam i wierzę ze bedzie dobrze. U nas i u Was Dominiko. Sciskam calym sercem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo takie jest życie. Ale kiedy jest gorzej, trzeba myśleć o lepszym jutrze. Bo dla niego warto iść do przodu mimo przeszkód, chorób i smutku. Będzie dobrze, a refleksje i gorsze dni są potrzebne, wtedy więcej doceniamy to, co mamy. Do przeczytania, Kochana :-)!

      Usuń